Wywiana usłyszała dzwonek do drzwi. Wstała i powoli ruszyła w ich stronę. Zbliżając się, słyszała już dzieciaki sąsiadów żartujące z Witolda.
-Nie za wcześnie na hallowen? I czyja to krew? Tej suki co tu mieszka. - zdecydowanie to były dzieciaki sąsiadów.
-Jakbyś nie zauważył dopiero idę do Wywiany. A krew należy do tego, który nazywał ją suką w mojej obecności. Więc jeśli nie chcesz oberwać to znikaj. - lew spojrzał na niego rozgniewanym spojrzeniem. Dzieciaki na chwilę zamilkły po czym uciekły do domu.
-Przepraszam za nich - powiedziała do niego kotka - To ciężki przypadek...
-Nie szkodzi. - uśmiechnął się do niej - Mam koszyczek na cuksy. I twój strój wiedźmy. - Wywiana spojrzała na logo.
-A mogę założyć coś innego? - zrobiła słodką minkę.
-Nawet jeszcze nie widziałaś stroju!
-Tak... Ale Wywer się u nich ubiera i wiem czego się spodziewać...
Wywiana heard the doorbell ring. She got up and slowly moved toward it. As she approached, she could already hear the neighbors' kids teasing Witold.
“Isn't it too early for Halloween? And whose blood is that? That bitch who lives here.” It was definitely the neighbors' kids.
“In case you haven't noticed, I'm on my way to Wywiana's. And the blood belongs to the one who called her a bitch in my presence. So if you don't want to get hurt, get lost.” The lion looked at him with an angry gaze. The kids fell silent for a moment and then ran home.
“I'm sorry for them,” the cat said to him. “It's a tough case...”
“It's okay,” he smiled at her. “I have a basket for the cookies. And your witch costume.” Wywiana looked at the logo.
“Can I wear something else?” she made a cute face.
“You haven't even seen the costume yet!”
“Yes... But Wywer dresses up with them, and I know what to expect...”
Translated with DeepL.com (free version)
-Nie za wcześnie na hallowen? I czyja to krew? Tej suki co tu mieszka. - zdecydowanie to były dzieciaki sąsiadów.
-Jakbyś nie zauważył dopiero idę do Wywiany. A krew należy do tego, który nazywał ją suką w mojej obecności. Więc jeśli nie chcesz oberwać to znikaj. - lew spojrzał na niego rozgniewanym spojrzeniem. Dzieciaki na chwilę zamilkły po czym uciekły do domu.
-Przepraszam za nich - powiedziała do niego kotka - To ciężki przypadek...
-Nie szkodzi. - uśmiechnął się do niej - Mam koszyczek na cuksy. I twój strój wiedźmy. - Wywiana spojrzała na logo.
-A mogę założyć coś innego? - zrobiła słodką minkę.
-Nawet jeszcze nie widziałaś stroju!
-Tak... Ale Wywer się u nich ubiera i wiem czego się spodziewać...
Wywiana heard the doorbell ring. She got up and slowly moved toward it. As she approached, she could already hear the neighbors' kids teasing Witold.
“Isn't it too early for Halloween? And whose blood is that? That bitch who lives here.” It was definitely the neighbors' kids.
“In case you haven't noticed, I'm on my way to Wywiana's. And the blood belongs to the one who called her a bitch in my presence. So if you don't want to get hurt, get lost.” The lion looked at him with an angry gaze. The kids fell silent for a moment and then ran home.
“I'm sorry for them,” the cat said to him. “It's a tough case...”
“It's okay,” he smiled at her. “I have a basket for the cookies. And your witch costume.” Wywiana looked at the logo.
“Can I wear something else?” she made a cute face.
“You haven't even seen the costume yet!”
“Yes... But Wywer dresses up with them, and I know what to expect...”
Translated with DeepL.com (free version)
Category Artwork (Digital) / All
Species Unspecified / Any
Size 1080 x 1080px
File Size 1.25 MB
FA+

Comments