Wstęp do opowieści pisanej przez mojego dobrego kumpla - Harkruna
https://www.furaffinity.net/user/harkrun
W owym dziele przeniesiemy się do czasów kiedy nasza czarna lwica była jeszcze kociakiem ;P Będzie ciekawie
Wstęp
Był już wyjątkowo późny wieczór i dom generała Detrasa opustoszał. A przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Okna były zasłonięte, wszelkie sprzęty wyłączone, a czujniki i alarmy, tak jak były do tego przeznaczone, nie dawały o sobie znać.
Tylko nieznaczny bałagan i słaba woń kawy świadczyły, że ktoś tu niedawno był. Porozrzucane zabawki, jeden zbity wazon...nowością były leżące wszędzie papierowe groty strzał, generał Detras westchnął, gdy to ujrzał.
Powiesił kurtkę na wieszaku i zamknął za sobą drzwi. Uznałby rezygnację kolejnej opiekunki za całkiem zabawną, gdyby nie zdarzało się to tak często. Nie do końca w ten sposób wyobrażał sobie ojcowstwo. Dzisiaj, po długich rozmowach o polityce i bezpieczeństwie, podczas których musiał zachować nie mniejszą czujność niż na polu walki, z przyjemnością powitałby bałagan i ową słabą woń kawy.
Ale to zdarzało się stanowczo za często.
Nawet nie chciał zgadywać, co Cleo, jego wyjątkowo niesforna córka, zbroiła tym razem. Zawsze
było to coś nowego i zawsze sprawiało, że opiekunki nie sprzątały bałaganu, tylko piły kawę po ciężkim dniu i opuszczały jego posiadłość. W pośpiechu nie upominały się nawet o zapłatę, za godziny spędzone z małą diablicą.
Detras uznał, że będzie musiał poważnie porozmawiać z córką.
Udał się do gabinetu, jego kroki wywoływały echo w pustym domu.
Przytrzymawszy klamkę wystukał kod w zamku i otworzył drzwi. Jego gabinet był zamkniętym, okrągłym pomieszczeniem, bardzo bogato wystrojonym pamiątkami z czasów młodości, oraz odznaczeniami, których sam widok przywoływał wspomnienia z bitew i operacji. Na niektóre z nich nie potrafił patrzeć, ale na honorowym miejscu była jedna odznaka, ubrudzona krwią.
Jego dowódca, a właściwie mentor, założył mu ją jeszcze na polu bitwy, gdy Detras trzymał go, umierającego, w objęciach. Ostatnie słowa dowódcy brzmiały: „Nigdy nie zapomnij, kim jesteś...”.
I Detras nie ośmielił się zapomnieć.
Westchnąwszy raz jeszcze, usiadł za biurkiem i przetarł oczy. Dopiero wtedy dostrzegł, że pod drzwiami leży kilka kopert. Musiał przejść nad nimi, gdy wchodził.
Z pomrukiem niezadowolenia wstał i podszedł po koperty. Oczywiście były one ze szkoły jego córki, czyli nie tylko nowa opiekunka miała dzisiaj dość.
Cóż, niańki przynajmniej mogły rezygnować, szkoła nie odważyłaby się wyrzucić córki generała. Dyrektorka o tym wiedziała, ale Detras zastanawiał się, czy bawiło ją pisanie tych zażaleń, czy po prostu jej się nudziło. Może i należało to do jej obowiązków, ale skoro od kilku lat generał nic nie robił sobie z tych skarg, a tylko rozmawiał z Cleo, to dyrektorka mogła ograniczyć się do jednej dziennie, a nie kilku.
Przynajmniej miał jakieś informacje na temat córki.
Nie zastanawiał się, którą kopertę otworzyć najpierw, każda, wiedział o tym, dotyczyła w sumie tego samego. Ale wybrał tą ze środka, jako pierwszą. Rozerwał i wyciągnąwszy zawartość przeczytał:
„Drogi panie Detras,
Piszę do pana...(bla bla)...zachowanie pana córki jest skandaliczne, jest ona kompletnie...
Na zajęciach sportowych dzisiejszego dnia pobiła się z jednym z kolegów, a następnie przewróciła na niego ławkę do ćwiczeń, co poskutkowało złamaniem nosa. Nie mogę tolerować takiego...proszę wyciągnąć konsekwencje...”
Generał parsknął. Nie wiedział, czy powinien się śmiać, czy raczej westchnąć po raz kolejny.
Cleo była aktywna, nawet bardzo, ale ciekaw był, czy to właśnie przez to zajęcia sportowe obfitowały najbardziej w takie wydarzenia?
W zeszłym tygodniu, gdy rzucali piłką lekarską, nie uwierzył jej, że przypadkiem rzuciła w jednego z chłopaków.
„Jak mogłaś trafić go przypadkiem, skoro jedna osoba rzuca, a pozostali czekają z boku?”, spytał się jej.
„Bo...- Cleo w końcu się złamała, ale nie byłaby sobą, gdyby nie przedstawiła sytuacji po swojemu.-...bo on chciał koniecznie rzucać przede mną, marudził, ja miałam go dość...to mu rzuciłam tę głupią piłkę! A ja wiedziałam, że to mięczak jest! Nie złapał i jeszcze pokrył się nogami!”
Detras zachichotał na to wspomnienie, po raz pierwszy tego wieczoru zrobiło mu się wesoło.
Brzdęk.
Generał gwałtownym ruchem okręcił się w miejscu i złapał Cleo, która właśnie przymierzała się, by skoczyć mu na głowę.
Mała, nemeańska lwica wrzasnęła, próbując jeszcze uwolnić się z uchwytu ojca, ale ten położył ją sobie na kolanach i jedną dłonią objął jej ręce, blokując je.
Cleo wiedziała, co to oznacza, zaczęła wierzgać się, wić i krzyczeć jeszcze głośniej.
Ale Detras odkrył jej brzuch i zaczął ją bezlitośnie łaskotać.
Cały gabinet wypełnił się mieszaniną wrzasków i śmiechu, gdy Cleo, rozjuszona i rozbawiona, szarpała się na wszystkie strony. Detras nie przestawał, z ustami wykrzywionymi w szerokim uśmiechu, zapomniał o całym ciężkim dniu, na tę krótką, cudowną chwilę.
Przestał dopiero, gdy Cleo wydusiła z siebie:
-D-dobra!!! Wyyyygrałeś...!
Detras zachichotał i puścił córkę, która musiała najpierw złapać oddech i rozmasować sobie brzuch, zanim zeskoczyła na ziemię.
-Skąd wiedziałeś, że tu jestem?- spytała Cleo z wyrzutem.
-Zbyt łatwo dajesz się ponieść emocjom, to sprawiło, że za głośno oddychałaś. - Detras wyciągnął się wygodnie na fotelu.- A poza tym, kiedy już skradasz się w ciemnościach, to postaraj się ukrywać to, co może odbijać światło.- wskazał na jej pasek.
Kupił go jej, gdy odwiedzili bazar w Kairze rok temu. Pasek przyozdobiony był chromowanymi elementami, ale nie tak, by błyszczał się lub wyglądał, jak kiczowate podróbki. Zdobienia jednocześnie skromne, a zarazem przywodzące na myśl ogień i śmierć, natychmiast wpadły Cleo w oko. Detrasowi nawet odpowiadał jej charakterek i upodobania do wojskowych rzeczy, toteż sprawił go jej. Od tamtej pory córka praktycznie nie rozstawała się z paskiem. Sam generał musiał przyznać, że jej pasował.
Cleo, w niezadowolonym grymasie, odsłoniła zęby.
-Następnym razem mi się uda!- warknęła.
-Pewnie, pewnie...- Detras zachichotał, w duchu, aby jej nie zdenerwować.
Słyszał to od niej każdego wieczoru.
-Chciałbym wiedzieć...-Detras uznał, że to dobry moment na kilka pytań i dłuższą rozmowę.-...dlaczego twoja nowa opiekunka zrezygnowała?
Cleo wzruszyła ramionami, tak gwałtownie, że od razu widać było, że ma to w nosie.
-A bo nie podobała jej się moja nowa zabawka...
-Ten pistolet na kulki? Chyba ci go skonfiskowałem? Sąsiedzi bali się wychodzić z domów.
-Sąsiedzi?!- Cleo parsknęła z pogardą.- Większość z nich to głupki! Wiesz, że Eyzn, ten syn garncarza, zrobił sobie łuk i strzelił sobie w stopę?
Detras zmarszczył czoło.
-To jak to możliwe, że wrócił do domu z drugiego końca miasta? Jego ojciec mi opowiadał...
Cleo parsknęła, próbując ukryć uśmieszek.
-Bo próbował strzelić we mnie, ale jak zobaczył, że mam pistolet, to zaczął uciekać i puścił cięciwę, dopiero, jak opuścił łuk.- zatoczyła się lekko, nadal kryjąc uciechę.- A ja go goniłam, bo celował we mnie, no co?
Detras zamrugał, a potem machnął ręką.
-No dobra...a wracając do twojej opiekunki...?
-Chłopaki w szkole robili sobie wyrzutnie z gumki!- Cleo uśmiechnęła się szerzej.- Gumka rozpięta na dwóch palcach i możesz strzelać jak z procy! Niani nie spodobało się, że się tym bawiłam. Ale przecież to bardziej mój dom niż jej, racja?
-No niby tak...ale to nie znaczy, że musisz robić rzeczy, które jej się nie podobają. Mnie nigdy nie podobało się, że ktoś do mnie strzela, wiesz?
-Strzelałam? Ja się bawiłam! A ona miała być Freddym Kruegerem, tylko, że nie chciała! Ale skoro to moja opiekunka, to nie powinna mi odmawiać!
Detras już wiedział, przed czym jeszcze ostrzec następną opiekunkę.
Westchnął i zmienił temat.
-Przyszły znowu listy ze szkoły...
-Znowu?- Cleo błyskawicznie dała mu do zrozumienia, że to ostatni temat, który chciało jej się teraz podejmować.
-Tak.- Detras beznamiętnie przeklął w myślach upór dyrektorki, sam nie był tym zachwycony.- Nauczyciele są źli, że bijesz się z kolegami i że dzisiaj złamałaś jednemu nos.
-Niech się cieszy, że tylko nos.-mruknęła Cleo pod nosem.
Detras spojrzał na nią surowo.
-Nie musisz używać więcej siły niż trzeba. Zawsze ci to powtarzałem. Wystarczyłoby, żebyś się obroniła, pokazała, że się nie boisz i tyle.
Cleo skrzyżowała ręce.
-Uzjan jest głupkiem, który dokucza mi dla rozrywki!- warknęła, teraz już naprawdę zła.- Jego to bawi, gdy jestem zła i się z nim biję! I nie obchodzi mnie, co mówią nauczyciele! Niech widzi moją twarz za każdym razem, gdy w lustrze zobaczy ten swój nochal!
Detras musiał użyć sporego zapasu siły woli, by nie parsknąć. Cleo, dziesięciolatka, w swoim bojowym nastroju była taka zabawna!
-No dobrze, ale dlaczego się pokłóciliście? W liście pisze, że przewróciłaś na niego ławkę do ćwiczeń...Co takiego zrobił, że...?
-No ta ławka...- odparła Cleo ze zniesmaczoną miną.- Taka tam prosta deska z miękkim obiciem, żeby można było na niej brzuszki robić...wiesz jaka.
-No wiem.
-My mówimy na to deska...a jak ja zaczęłam ćwiczyć, to Uzjan zaczął się ze mnie nabijać...”Patrzcie, deska na desce!”, wołał. Chłopaki się śmieli, a ja się...no wkurzyłam się.
Detras znowu prawie się zaśmiał. Nie dlatego, że Cleo została wyśmiana. Ba, jego śmiech nie byłby wesoły, raczej zbolały.
Po raz pierwszy Cleo została nazwana deską i przejęła się tym. Jeżeli będzie się tym przejmować dalej...to mogło oznaczać, że już bardzo niedługo zacznie się zmieniać.
A to oznaczało nowe, bardziej skomplikowane problemy.
Tym razem musiał powstrzymać się od westchnięcia.
Popatrzył w złociste oczy Cleo.
-Tłumaczyłem ci już...-zaczął powoli.-...że ludzie są różni, niektórzy głupi, inni ślepi...w dodatku zmieniają się. Dlatego ich opinia o tobie nigdy nie będzie taka sama. Stąd też przejmowanie się nimi nie ma sensu. Że Uzjan dostał nauczkę, no dobra...ale ostatecznie przyznasz chyba, że ta des...ta ławka nie była konieczna? Nie musiałaś aż tak przejmować się tym, jak...jak cię nazwali.
-Nie przejęłam się, tylko wkurzyłam!- żachnęła się Cleo, wyraźnie oburzona.- Gdyby ktoś nazwał deską Ablę, córkę tej Almas, to by się popłakała! Jest taka jak jej matka!
Detras szybko przyznał jej rację. Na jednym ze spotkaniu rodziców miał wątpliwą przyjemność poznać Almas, którą mógł przyrównać do pozłacanego papierka owiniętego wokół powietrza.
Była piękna, ale przy tym strasznie pusta. Robiła za modelkę i chciała wciągnąć w to córkę, której można było tylko współczuć. Tak jak matka, przejmowała się już tylko własną urodą,
-No tak. Ale...zmierzam do tego, żebyś nie nadużywała siły, kochana. Masz jej sporo i czyni cię ona pewną siebie, to bardzo dobrze. Ale jak sama widzisz, sprowadza ona na ciebie kłopoty i gdyby nie to, kim jestem, zapewne musiałabyś poszukać sobie innej szkoły, gdzie mogłoby być znacznie gorzej. Gdzie dzieciaki nie znoszą się bać...toteż każdego, który mógłby ich doprowadzić do strachu, niszczą. A tak przynajmniej trafiłaś na kolegów, których bawi twoja złość i lubią się z tobą sprzeczać. Wszystko ma swoje dobre strony...najważniejsze, że jesteś pewna siebie! Jeżeli możesz to utrzymać, postaraj się chociaż nie łamać nikomu kości! -zachichotał na sam koniec.
Cleo patrzyła na niego, słuchając uważnie, po czym westchnęła przeciągle.
-Ale co ja mam poradzić, że mnie denerwują? Jak jestem zła, to nie obchodzi mnie, jak bardzo ich boli!
-Od tego właśnie jest siła woli.- Detras pokiwał jej palcem.- I znajdę sposób, jak cię jej nauczyć.
Na razie, jeżeli obiecasz mi, że się postarasz, to mam dla ciebie niespodziankę.
Oczy Cleo rozbłysły.
-Jaką?
Detras uśmiechnął się.
-Dowiesz się jutro. Ale żeby się załapać, musisz mi obiecać, że postarasz się być mniej agresywna.
Cleo dobrze wiedziała, że od ojca zawsze mogła spodziewać się czegoś fajnego. Odkąd zabrał ją na poligon, często go prosiła, by jeździli tam co sobotę.
-Obiecuję!- przytaknęła gorliwie.
Detras uśmiechnął się i potargał jej włosy.
-Idź więc spać, jutro masz na rano do szkoły.
Cleo ruszyła ku drzwiom, a Detras sięgnął po karafkę z winem i szklankę.
-A, Cleo?
Dziewczynka zatrzymała się w drzwiach i obejrzała na ojca.
-Jeszcze jedna niespodzianka, o której dowiedziałem się dzisiaj. Jutro będziecie mieć nowego kolegę w klasie.
Cleo zamrugała.
-Dlaczego mi to mówisz? Nauczycielka by nam jutro powiedziała.
Detras nalał sobie wina.
-Bo dowiedziałem się o tym dzisiaj, od jego ojca...powiem ci, w tajemnicy, że nie przepadam za nim. Jeżeli jego syn jest do niego podobny...przypominam ci o twojej obietnicy, na wszelki wypadek.
Cleo nic nie powiedziała, tylko kiwnęła głową i wyszła z gabinetu, zamykając za sobą drzwi.
Zanim Detras zdążył pociągnąć pierwszy łyk wina, usłyszał przekleństwo Cleo.
Bogowie, pomyślał, jutro będzie ciężki dzień.
I nie mylił się.
https://www.furaffinity.net/user/harkrun
W owym dziele przeniesiemy się do czasów kiedy nasza czarna lwica była jeszcze kociakiem ;P Będzie ciekawie
Wstęp
Był już wyjątkowo późny wieczór i dom generała Detrasa opustoszał. A przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Okna były zasłonięte, wszelkie sprzęty wyłączone, a czujniki i alarmy, tak jak były do tego przeznaczone, nie dawały o sobie znać.
Tylko nieznaczny bałagan i słaba woń kawy świadczyły, że ktoś tu niedawno był. Porozrzucane zabawki, jeden zbity wazon...nowością były leżące wszędzie papierowe groty strzał, generał Detras westchnął, gdy to ujrzał.
Powiesił kurtkę na wieszaku i zamknął za sobą drzwi. Uznałby rezygnację kolejnej opiekunki za całkiem zabawną, gdyby nie zdarzało się to tak często. Nie do końca w ten sposób wyobrażał sobie ojcowstwo. Dzisiaj, po długich rozmowach o polityce i bezpieczeństwie, podczas których musiał zachować nie mniejszą czujność niż na polu walki, z przyjemnością powitałby bałagan i ową słabą woń kawy.
Ale to zdarzało się stanowczo za często.
Nawet nie chciał zgadywać, co Cleo, jego wyjątkowo niesforna córka, zbroiła tym razem. Zawsze
było to coś nowego i zawsze sprawiało, że opiekunki nie sprzątały bałaganu, tylko piły kawę po ciężkim dniu i opuszczały jego posiadłość. W pośpiechu nie upominały się nawet o zapłatę, za godziny spędzone z małą diablicą.
Detras uznał, że będzie musiał poważnie porozmawiać z córką.
Udał się do gabinetu, jego kroki wywoływały echo w pustym domu.
Przytrzymawszy klamkę wystukał kod w zamku i otworzył drzwi. Jego gabinet był zamkniętym, okrągłym pomieszczeniem, bardzo bogato wystrojonym pamiątkami z czasów młodości, oraz odznaczeniami, których sam widok przywoływał wspomnienia z bitew i operacji. Na niektóre z nich nie potrafił patrzeć, ale na honorowym miejscu była jedna odznaka, ubrudzona krwią.
Jego dowódca, a właściwie mentor, założył mu ją jeszcze na polu bitwy, gdy Detras trzymał go, umierającego, w objęciach. Ostatnie słowa dowódcy brzmiały: „Nigdy nie zapomnij, kim jesteś...”.
I Detras nie ośmielił się zapomnieć.
Westchnąwszy raz jeszcze, usiadł za biurkiem i przetarł oczy. Dopiero wtedy dostrzegł, że pod drzwiami leży kilka kopert. Musiał przejść nad nimi, gdy wchodził.
Z pomrukiem niezadowolenia wstał i podszedł po koperty. Oczywiście były one ze szkoły jego córki, czyli nie tylko nowa opiekunka miała dzisiaj dość.
Cóż, niańki przynajmniej mogły rezygnować, szkoła nie odważyłaby się wyrzucić córki generała. Dyrektorka o tym wiedziała, ale Detras zastanawiał się, czy bawiło ją pisanie tych zażaleń, czy po prostu jej się nudziło. Może i należało to do jej obowiązków, ale skoro od kilku lat generał nic nie robił sobie z tych skarg, a tylko rozmawiał z Cleo, to dyrektorka mogła ograniczyć się do jednej dziennie, a nie kilku.
Przynajmniej miał jakieś informacje na temat córki.
Nie zastanawiał się, którą kopertę otworzyć najpierw, każda, wiedział o tym, dotyczyła w sumie tego samego. Ale wybrał tą ze środka, jako pierwszą. Rozerwał i wyciągnąwszy zawartość przeczytał:
„Drogi panie Detras,
Piszę do pana...(bla bla)...zachowanie pana córki jest skandaliczne, jest ona kompletnie...
Na zajęciach sportowych dzisiejszego dnia pobiła się z jednym z kolegów, a następnie przewróciła na niego ławkę do ćwiczeń, co poskutkowało złamaniem nosa. Nie mogę tolerować takiego...proszę wyciągnąć konsekwencje...”
Generał parsknął. Nie wiedział, czy powinien się śmiać, czy raczej westchnąć po raz kolejny.
Cleo była aktywna, nawet bardzo, ale ciekaw był, czy to właśnie przez to zajęcia sportowe obfitowały najbardziej w takie wydarzenia?
W zeszłym tygodniu, gdy rzucali piłką lekarską, nie uwierzył jej, że przypadkiem rzuciła w jednego z chłopaków.
„Jak mogłaś trafić go przypadkiem, skoro jedna osoba rzuca, a pozostali czekają z boku?”, spytał się jej.
„Bo...- Cleo w końcu się złamała, ale nie byłaby sobą, gdyby nie przedstawiła sytuacji po swojemu.-...bo on chciał koniecznie rzucać przede mną, marudził, ja miałam go dość...to mu rzuciłam tę głupią piłkę! A ja wiedziałam, że to mięczak jest! Nie złapał i jeszcze pokrył się nogami!”
Detras zachichotał na to wspomnienie, po raz pierwszy tego wieczoru zrobiło mu się wesoło.
Brzdęk.
Generał gwałtownym ruchem okręcił się w miejscu i złapał Cleo, która właśnie przymierzała się, by skoczyć mu na głowę.
Mała, nemeańska lwica wrzasnęła, próbując jeszcze uwolnić się z uchwytu ojca, ale ten położył ją sobie na kolanach i jedną dłonią objął jej ręce, blokując je.
Cleo wiedziała, co to oznacza, zaczęła wierzgać się, wić i krzyczeć jeszcze głośniej.
Ale Detras odkrył jej brzuch i zaczął ją bezlitośnie łaskotać.
Cały gabinet wypełnił się mieszaniną wrzasków i śmiechu, gdy Cleo, rozjuszona i rozbawiona, szarpała się na wszystkie strony. Detras nie przestawał, z ustami wykrzywionymi w szerokim uśmiechu, zapomniał o całym ciężkim dniu, na tę krótką, cudowną chwilę.
Przestał dopiero, gdy Cleo wydusiła z siebie:
-D-dobra!!! Wyyyygrałeś...!
Detras zachichotał i puścił córkę, która musiała najpierw złapać oddech i rozmasować sobie brzuch, zanim zeskoczyła na ziemię.
-Skąd wiedziałeś, że tu jestem?- spytała Cleo z wyrzutem.
-Zbyt łatwo dajesz się ponieść emocjom, to sprawiło, że za głośno oddychałaś. - Detras wyciągnął się wygodnie na fotelu.- A poza tym, kiedy już skradasz się w ciemnościach, to postaraj się ukrywać to, co może odbijać światło.- wskazał na jej pasek.
Kupił go jej, gdy odwiedzili bazar w Kairze rok temu. Pasek przyozdobiony był chromowanymi elementami, ale nie tak, by błyszczał się lub wyglądał, jak kiczowate podróbki. Zdobienia jednocześnie skromne, a zarazem przywodzące na myśl ogień i śmierć, natychmiast wpadły Cleo w oko. Detrasowi nawet odpowiadał jej charakterek i upodobania do wojskowych rzeczy, toteż sprawił go jej. Od tamtej pory córka praktycznie nie rozstawała się z paskiem. Sam generał musiał przyznać, że jej pasował.
Cleo, w niezadowolonym grymasie, odsłoniła zęby.
-Następnym razem mi się uda!- warknęła.
-Pewnie, pewnie...- Detras zachichotał, w duchu, aby jej nie zdenerwować.
Słyszał to od niej każdego wieczoru.
-Chciałbym wiedzieć...-Detras uznał, że to dobry moment na kilka pytań i dłuższą rozmowę.-...dlaczego twoja nowa opiekunka zrezygnowała?
Cleo wzruszyła ramionami, tak gwałtownie, że od razu widać było, że ma to w nosie.
-A bo nie podobała jej się moja nowa zabawka...
-Ten pistolet na kulki? Chyba ci go skonfiskowałem? Sąsiedzi bali się wychodzić z domów.
-Sąsiedzi?!- Cleo parsknęła z pogardą.- Większość z nich to głupki! Wiesz, że Eyzn, ten syn garncarza, zrobił sobie łuk i strzelił sobie w stopę?
Detras zmarszczył czoło.
-To jak to możliwe, że wrócił do domu z drugiego końca miasta? Jego ojciec mi opowiadał...
Cleo parsknęła, próbując ukryć uśmieszek.
-Bo próbował strzelić we mnie, ale jak zobaczył, że mam pistolet, to zaczął uciekać i puścił cięciwę, dopiero, jak opuścił łuk.- zatoczyła się lekko, nadal kryjąc uciechę.- A ja go goniłam, bo celował we mnie, no co?
Detras zamrugał, a potem machnął ręką.
-No dobra...a wracając do twojej opiekunki...?
-Chłopaki w szkole robili sobie wyrzutnie z gumki!- Cleo uśmiechnęła się szerzej.- Gumka rozpięta na dwóch palcach i możesz strzelać jak z procy! Niani nie spodobało się, że się tym bawiłam. Ale przecież to bardziej mój dom niż jej, racja?
-No niby tak...ale to nie znaczy, że musisz robić rzeczy, które jej się nie podobają. Mnie nigdy nie podobało się, że ktoś do mnie strzela, wiesz?
-Strzelałam? Ja się bawiłam! A ona miała być Freddym Kruegerem, tylko, że nie chciała! Ale skoro to moja opiekunka, to nie powinna mi odmawiać!
Detras już wiedział, przed czym jeszcze ostrzec następną opiekunkę.
Westchnął i zmienił temat.
-Przyszły znowu listy ze szkoły...
-Znowu?- Cleo błyskawicznie dała mu do zrozumienia, że to ostatni temat, który chciało jej się teraz podejmować.
-Tak.- Detras beznamiętnie przeklął w myślach upór dyrektorki, sam nie był tym zachwycony.- Nauczyciele są źli, że bijesz się z kolegami i że dzisiaj złamałaś jednemu nos.
-Niech się cieszy, że tylko nos.-mruknęła Cleo pod nosem.
Detras spojrzał na nią surowo.
-Nie musisz używać więcej siły niż trzeba. Zawsze ci to powtarzałem. Wystarczyłoby, żebyś się obroniła, pokazała, że się nie boisz i tyle.
Cleo skrzyżowała ręce.
-Uzjan jest głupkiem, który dokucza mi dla rozrywki!- warknęła, teraz już naprawdę zła.- Jego to bawi, gdy jestem zła i się z nim biję! I nie obchodzi mnie, co mówią nauczyciele! Niech widzi moją twarz za każdym razem, gdy w lustrze zobaczy ten swój nochal!
Detras musiał użyć sporego zapasu siły woli, by nie parsknąć. Cleo, dziesięciolatka, w swoim bojowym nastroju była taka zabawna!
-No dobrze, ale dlaczego się pokłóciliście? W liście pisze, że przewróciłaś na niego ławkę do ćwiczeń...Co takiego zrobił, że...?
-No ta ławka...- odparła Cleo ze zniesmaczoną miną.- Taka tam prosta deska z miękkim obiciem, żeby można było na niej brzuszki robić...wiesz jaka.
-No wiem.
-My mówimy na to deska...a jak ja zaczęłam ćwiczyć, to Uzjan zaczął się ze mnie nabijać...”Patrzcie, deska na desce!”, wołał. Chłopaki się śmieli, a ja się...no wkurzyłam się.
Detras znowu prawie się zaśmiał. Nie dlatego, że Cleo została wyśmiana. Ba, jego śmiech nie byłby wesoły, raczej zbolały.
Po raz pierwszy Cleo została nazwana deską i przejęła się tym. Jeżeli będzie się tym przejmować dalej...to mogło oznaczać, że już bardzo niedługo zacznie się zmieniać.
A to oznaczało nowe, bardziej skomplikowane problemy.
Tym razem musiał powstrzymać się od westchnięcia.
Popatrzył w złociste oczy Cleo.
-Tłumaczyłem ci już...-zaczął powoli.-...że ludzie są różni, niektórzy głupi, inni ślepi...w dodatku zmieniają się. Dlatego ich opinia o tobie nigdy nie będzie taka sama. Stąd też przejmowanie się nimi nie ma sensu. Że Uzjan dostał nauczkę, no dobra...ale ostatecznie przyznasz chyba, że ta des...ta ławka nie była konieczna? Nie musiałaś aż tak przejmować się tym, jak...jak cię nazwali.
-Nie przejęłam się, tylko wkurzyłam!- żachnęła się Cleo, wyraźnie oburzona.- Gdyby ktoś nazwał deską Ablę, córkę tej Almas, to by się popłakała! Jest taka jak jej matka!
Detras szybko przyznał jej rację. Na jednym ze spotkaniu rodziców miał wątpliwą przyjemność poznać Almas, którą mógł przyrównać do pozłacanego papierka owiniętego wokół powietrza.
Była piękna, ale przy tym strasznie pusta. Robiła za modelkę i chciała wciągnąć w to córkę, której można było tylko współczuć. Tak jak matka, przejmowała się już tylko własną urodą,
-No tak. Ale...zmierzam do tego, żebyś nie nadużywała siły, kochana. Masz jej sporo i czyni cię ona pewną siebie, to bardzo dobrze. Ale jak sama widzisz, sprowadza ona na ciebie kłopoty i gdyby nie to, kim jestem, zapewne musiałabyś poszukać sobie innej szkoły, gdzie mogłoby być znacznie gorzej. Gdzie dzieciaki nie znoszą się bać...toteż każdego, który mógłby ich doprowadzić do strachu, niszczą. A tak przynajmniej trafiłaś na kolegów, których bawi twoja złość i lubią się z tobą sprzeczać. Wszystko ma swoje dobre strony...najważniejsze, że jesteś pewna siebie! Jeżeli możesz to utrzymać, postaraj się chociaż nie łamać nikomu kości! -zachichotał na sam koniec.
Cleo patrzyła na niego, słuchając uważnie, po czym westchnęła przeciągle.
-Ale co ja mam poradzić, że mnie denerwują? Jak jestem zła, to nie obchodzi mnie, jak bardzo ich boli!
-Od tego właśnie jest siła woli.- Detras pokiwał jej palcem.- I znajdę sposób, jak cię jej nauczyć.
Na razie, jeżeli obiecasz mi, że się postarasz, to mam dla ciebie niespodziankę.
Oczy Cleo rozbłysły.
-Jaką?
Detras uśmiechnął się.
-Dowiesz się jutro. Ale żeby się załapać, musisz mi obiecać, że postarasz się być mniej agresywna.
Cleo dobrze wiedziała, że od ojca zawsze mogła spodziewać się czegoś fajnego. Odkąd zabrał ją na poligon, często go prosiła, by jeździli tam co sobotę.
-Obiecuję!- przytaknęła gorliwie.
Detras uśmiechnął się i potargał jej włosy.
-Idź więc spać, jutro masz na rano do szkoły.
Cleo ruszyła ku drzwiom, a Detras sięgnął po karafkę z winem i szklankę.
-A, Cleo?
Dziewczynka zatrzymała się w drzwiach i obejrzała na ojca.
-Jeszcze jedna niespodzianka, o której dowiedziałem się dzisiaj. Jutro będziecie mieć nowego kolegę w klasie.
Cleo zamrugała.
-Dlaczego mi to mówisz? Nauczycielka by nam jutro powiedziała.
Detras nalał sobie wina.
-Bo dowiedziałem się o tym dzisiaj, od jego ojca...powiem ci, w tajemnicy, że nie przepadam za nim. Jeżeli jego syn jest do niego podobny...przypominam ci o twojej obietnicy, na wszelki wypadek.
Cleo nic nie powiedziała, tylko kiwnęła głową i wyszła z gabinetu, zamykając za sobą drzwi.
Zanim Detras zdążył pociągnąć pierwszy łyk wina, usłyszał przekleństwo Cleo.
Bogowie, pomyślał, jutro będzie ciężki dzień.
I nie mylił się.
Category Story / All
Species Lion
Size 50 x 50px
File Size 55.5 kB
FA+

Comments